piątek, 20 marca 2015

ROZDZIAŁ 1

 - Rany, nie chcę tam jechać - usłyszałam głos mojej siostry, która siedziała obok mnie.
- Becky, wiem, że ci ciężko, ale spójrz jedziemy tam razem. Tylko to się liczy - uśmiechnęłam się lekko.
- Błagam, nie mów do mnie Becky. Wiesz, że tego nienawidzę. Jestem Rebecca - odburknęła, a ja tylko wzruszyłam ramionami.
     Wiedziałam co czuła. Strach, złość, rozczarowanie, ból i tęsknotę. Wiem, bo czułam dokładnie to samo. Tylko, że ja umiałam się lepiej maskować. Mama odeszła, gdy miałam 8 lat. Po prostu zaginęła, a po 2 miesiącach policja uznała, że nie żyje. Wtedy zaczęło się piekło. Tata się załamał, cóż tak mi się wydawało. Wysłał nas do internatu, a ja myślałam, że zrobił to, bo nie chciał, żebyśmy potrzyły jak cierpi. Jednak on szybko znalazł pocieszenie u innej kobiety. Nic o tym nie wiedziałam. Byłam mała. Żyłam z siostrą w internacie, tęskniłam i zastanawiałam się, dlaczego tak rzadko nas odwiedza. Dwa miesiące temu skończyłam 16 lat i dostałam zaproszenie na ślub. Mojego ojca i jakiejś kobiety. Mój świat się zawalił. Okazało sie, że byli ze sobą trzy lata, a on nic nie powiedział. Zostawił nas dla innej rodziny. Powiedział, że zbyt przypominam mu mamę, że chce znów być szczęśliwy. Rebecca nigdy mu tego nie wybaczyła. Zawsze tękniła za mamą, a teraz zostawił ją też tata. Zamknęła się w sobie. Uważa się, za buntowniczkę, ale wiem, że tak naprawdę to bardzo delikatna dziewczyna. 
     Teraz siedziałyśmy w taksówce jadąc do Blackhorn. Napradę urocza nazwa. Miałyśmy zamieszkać z ciotką Margaret, która stała się naszą jedyną opiekunką. Nie byłam z tego bardzo zadowolona. Musiałam opuścić Londyn, mało tego, musiałam opuścić Europę, aby zamieszkać na prowincji w Stanach, gdzie nie znałam nikogo. Ja i Becky miałyśmy iść do nowej szkoły, w ogóle wszystko zacząć od nowa.
- Długo jeszcze - zapytała Becky i w tym momencie taksówka minęła znak Blackhorn. Ujrzałyśmy małe miasteczko. Nie było one szczytem marzeń. Wyglądało bardzo ponuro i staro. Zobaczyłam miejscowy sklep, bibliotekę, cmentarz, jakiś bar i przystań. Wspominałam, że Blackhorn znajduję się nad ogromnym jeziorem?
- Dojeżdżamy - powiedział taksówkarz - Zobaczycie spodaoba wam się tu. To cudowne miejsce - zobaczyłam w lusterku jego szeroki uśmiech.
- Z pewnością - odpowiedziałam. 
Kierowca zatrzymał samochód przed ogromnym domem. Wyglądał na stary, bardzo stary. Robił wrażenie, nie zaprzeczę. Razem Becky wyciąnęłyśmy swoje bagaże i zobaczyłyśmy ciocię stojącą na schodach.
- Witajcie, moje drogie - lekko się uśmiechnęła. No coż, nie wyglądała na osobę tryskającą humorem.
- Cześć ciociu - odpowiedziałyśmy naraz i weszłyśmy do domu zaraz za kobietą. 
    Nasz nowy dom wyglądał niesamowicie. Stare, dębowe meble. Skórzane kanapy i mnóstwo obrazów przedstwiające, jak przypuszczam dawnych członków naszej rodziny. 
- Dziewczynki, zjemy teraz kolację. Musicie być głodne po tak długiej podróży - usłyszałam donośny głos Margaret.
- Nie, dzięki. Jetem zmęczona. Chciałabym się rozpakować i położyć. W końcu jutro mam iść do nowej szkoły - powiedziała Rebecca.
- Naturalnie, twój pokój znajduje się na piętrze. Pierwszy po prawo - odpowiedziała ciocia, a Becky poszła na górę. Już miałam iść za nią, ale ktoś przytrzymał mnie za rękę.
- Poczekaj - usłyszałam głos Margaret - Musimy porozmawiać.
- Dobrze - odparłam cicho i poszłam za moją opiekunką do salonu.
- Nie wyglądacie na szczęśliwe z pobytu tutaj - lekko się uśmiechnęła.
- Zrozum, ciociu, że to dla nas nowa i trudna sytuacja. Musiałyśmy zostawić Londyn, przyjaciół, szkołe - odpowiedziałam - Becky ciężko to znosi. Ona nigdy nie wybaczy tacie - dodałam po chwili.
- Wiem, Lily. Wasz ojciec to tchórzliwy kretyn, który martwi się tylko o siebie. Mówiłam Isabell, żeby za niego nie wychodziła, bo będą same problemy - zirytowała się Margaret. - Przepraszam nie powinnam, to musi być dla ciebie ciężkie. Rozmowa o mamie - popatrzyła z żalem w oczach.
- Wcale nie, to było dawno - skłamałam.
- Nie umiesz kłamać, złotko. Jesteś zupełnie taka jak ona, kiedy była w twoim wieku - uśmiechnęła się - Leć już do swojego pokoju i się rozpakuj. Jest na przeciwko Rebeccy. I odpocznij, bo jutro nowa szkoła - dodała i weszła do kuchni, a ja udałam się do przydzielonego pokoju. Był niesamowity i przepiękny. Jasna podłoga. Ściany zdobiły pudrowo, różowe tapety w ogromne kwiaty. Białe meble, ogromna szafa, komoda, sekretarzyk i duża toaletka. Ogromne łóżko zdobiła fioletowa pościel, a wielkie okno pudrowe długie zasłony. Były też drzwi, które prowadziły do łazienki . Była błękitno - biała. Nie za duża, ale i nie za mała. Idealna. 
     Po półtorej godzinie rozpakowywania mój pokój wyglądał tak jak chciałam. Zmęczona wyjrzałam przez okno, a moim oczom ukazał się cudny widok. Jezioro w świetle księżyca. Upojona cudownym obrazkiem położyłam się na łóżku i momentalnie zasnęłam.
     Szłam bardzo długim  pomostem. Księżyc oświetlał mi drogę. Grała muzyka. Miałam na sobie piękną, fioletową sukienkę. Czułam się jak księżniczka. Nagle usłyszałam głos. Męski głos. Dobrze go znałam, ale budził we mnie przerażenie. Zaczęłam biec, uciekałam przed nim, a on mnie gonił. Nagle długi pomost wydał się bardzo krótki. Przede mną była już tylko woda. Odwróciłam się i zobaczyłam jego twarz. Był przystojny, ale jednocześnie budził grozę. W tym momencie poślizgnęłam się i wpadłam do wody. Krzyczałam, ale nikt nie słyszał, ale on stał i się tylko patrzył. Widziałam w jego oczach jednocześnmie rozbawienie i przerażenie. Później czułam, że coś mnie wciąga. Byłam głębiej i głebiej. Widziałam tylko ciemność.
- Co za koszmar - powiedziałam sama do siebie rano i udałam się do łazienki. Po 20 min zeszłam do kuchni, w której czekały na mnie tosty i Becky.
- Hejka, siostra. Margaret zrobiła tosty i poszła do księgarni. Mamy iść na szkolny przystanek na 7.50 i jechać do szkoły. Podobno jest tam już wszystko gotowe - powiedziała Rebecca. 
- No cóż 7.45. Musimy się zbierać - odpowiedziałam i wyszłyśmy z domu.
     Szkoła była duża jak na taką miejscowość. Duża i stara jak wszystko tutaj. Nawet dyrektor był stary, ale za to bardzo miły. Dał nam potrzebne podręczniki i kody do szafek.
- Rebecca, poradzisz sobie sama i znajdziesz swoją klasę? - zapytałam.
- Tak, nie jestem dzieckiem - odburknęła i poszła w swoją stronę.
- Miłego dnia - tego chyba już nie usłyszała. Trudno.
Znalezienie mojej sali o dziwo zajęło mi mało czasu. Zapukałam i weszłam do środka. Zobaczyłam uśmiechniętą, niską, blondynkę w średnim wieku.
- Witaj. Ty musisz być Lilian Barkley, prawda? - powiedziała piskliwym głosikiem.
- Dzień dobry. Tak, ale jestem Lily, po prostu Lily - lekko się uśmiechnęłam zmieszana.
- Dobrze, a więc droga klaso to wasza nowa koleżanka Lily. Mam nadzięję, że ciepło ją przyjmiecie - uśmiech nie schodził jej z twarzy. W tym momencie zobaczyłam kilkanaście par oczu wgapionych we mnie. Nienawidziłam tego uczucia, nie lubiłam być czymś nowym. Uśmiechnęłam się lekko, a nauczycielka, która nazywała się pani Green, jak się później dowiedziałam kazała mi usiąść w wolnej ławce. 
- Sophie, oprowadzisz później Lily po szkole - powiedziała nauczycielka.
- Dobrze, z przyjemnością - usłyszałam melodyjny głos i zaczęłam zapisywać pierwsze notatki.

******


No hej, mamy pierwszy rozdział. Całkiem długi, a czy ciekawi oceńcie sami. Mam też prośbę, jeżeli to czytacie, komentujcie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile taki komentarz daje motywacji do pracy. ;***






2 komentarze:

  1. Jestem ciekawa co będzie dalej. Zaraz zabieram się za drugi rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej!
    Na początek może zauważyłam parę błędów: "bagaż" i "kimś nowym" chyba powinno być.
    Rozdział mi się podobał, ciekawy początek nie przynudzałaś na początku tak jak to bywa w innych blogach, tylko ciekawie zaczęłaś i fajnie piszesz, zabieram się za drugi rozdział :)
    Pozdrawiam :**
    Juliet

    OdpowiedzUsuń