sobota, 21 marca 2015

ROZDZIAŁ 2

    Po lekcji angielskiego podeszła do mnie wysoka blondynka o melodyjnym głosie. Była ładna i bardzo dziewczęca. Biała bluzeczka i brudno-różowa spódniczka, która sięgała jej do połowy uda leżały idealnie na jej smukłej sylwetce.
- Cześć, jesteś Lily. Prawda? - zapytała.
- Tak - uśmiechnęłam się lekko. Dziewczyna wyglądała na bardzo sympatyczną.
- Nazywam się Sophie Anderson. Chodź oprowadzę cię po szkole - pociągnęła mnie za rękę. Pokazała mi wszystkie sale, poszłyśmy na stołówkę i na koniec zaprowadziła mnie do biblioteki. Była ogromna i niesamowita. Mieściło się tu chyba ze sto tysięcy książek.
- Niepowtarzalny widok, co ? - usłyszałam Sophie, któa musiała zauważyć mój zachwyt.
- W życiu nie widziałam takiego księgozbioru - powiedziałam szczerze.
- Biblioteka dzieli się na kilka sektorów. Tutaj mamy szkole lektury, tam książki historyczne, a tam fantastyczne i mitologiczne - opowiadała, a ja słuchałam z zaciekawieniem.
- A tam ? - zapytałam po chwili.
- Tam znajdują się księgi zakazane - odpowiedziała - Wiesz, Blackhorn także ma swoje legendy, a dyrektor to dość przesądny facet i woli nie wyciągać na wierzch starych brudów - dodała po chwili, widząc moje zdziwienie. Nagle usłyszałyśmy dźwięk dzwonka na lekcje.
- Muszę lecieć, ale przyjdź do sklepu na Old Street 5. Poznam cię z kimś i oprowadzę po mieście - powiedziała i pobiegła na lekcje.
- Old Street. Orginalna nazwa - pomyślałam i udałam się na zajęcia.
    Pięć następnych lekcji zleciało bardzo szybko. Właśnie rozpoczęła się przerwa na lunch, więc szybkim krokiem udałam się do stołówki. I wtedy pierwszy raz spotkałam się ze swoim koszmarem.
- Ej, jak łazisz sieroto - usłyszałam piskilwy głos blondynki.
- Slucham? Przecież to ty na mnie wpadłaś - próbowałam się jakoś bronić.
- Och, jeju. Przecież to ty jesteś tą nową. Lilian, prawda? Posłuchaj mnie cukiereczku, może nie wiesz kto tu rządzi, więc ci powiem. Ja tu rządzę, rozumiesz? I jeśli mówię, że to ty na mnie wpadłaś, to tak jest i już. I znikaj już sierotko, bo marnujesz mój cenny czas - próbowałam przerwać jej ten słowotok, ale wymalowana blondynka napięcie sie odwróciła i odeszła. Za nią poszedł wysoki chłopak, który jak się później dowiedziałam miał na imię Paul i był kapitanem drużyny lacrosse.
- Nie przejmuj się nią. To Vivian Farewell, szkolna diva. Ona już tak ma, ale lepej z nią nie zaczynaj - podeszła do mnie Sophie - Idziemy na lunch ? - zapytała. Już miałam się zgodzić, ale nagle zobaczyłam jego.
- To niemożliwe - pomyślałam. To był on. Chłopak z mojego snu. Identyczny w każdym calu. Widziałam te same oczy, te same usta. Usłyszałam ten sam głos.
- Wiesz co Sophie, muszę coś jeszcze załatwić - powiedziałam i pobiegłam za chłopakiem. Rozmawiał z jakąś dziewczyną. Przystanęłam na chwilę, żeby mu się przyjrzeć. Nawet nie spostrzegłam się, że jak głupia gapię się na niego przez dobre parę minut. Chłopak zauważył to i zaczął zmierzać w moim kierunku.
- Mogę w czymś pomóc? - usłyszałam jego głos. Był niczym melodia dla moich uszu.
- Nie, to znaczy tak. Jestem nowa i nie mogę znaleźć sali od historii - skamałam. Dobrze wiedziałam, gdzie mam następną lekcję.
- Nowa, no tak. Da się to zauważyć - mruknął pod nosem - Chętnie cię zaprowadzę - dodał po chwili.
- Dzięki - uśmiechnęłam się lekko.  Szliśmy korytarzem w milczeniu, ale spostrzegłam, że chłopak co chwilę na mnie zerka.
- To tutaj - pokazał ręką na salę - Jestem Aron - przedstawił się.
- Lily - odpowiedziałam cicho.
- Lily Barkley? - zapytał lekko pobudzony.
- Tak, skąd to wiesz? - lekko się zdziwiłam.
- To małe misteczko - odpowiedział i tyle go widziałam.
   Historia ciągnęła się mozolnie. Nauczycielka opowiadała nam o baroku we Włoszech, ale moje myśli krążyły wokół Arona. Był niesamowity, ale bardziej zastanawiało mnie to jak mógł mi się śnić. I to jeszcze w takim koszmarze. Może powinnam go lepiej unikać? Z drugiej strony był nieziemsko przyciągający. Ale co jeśli to było właśnie pułapką? Skarciłam się w myślach. W końcu chłopak nie był jakimś Edwardem ze "Zmierzchu". A ten sen ? Może to wcale nie był on. Tylko ktoś podobny. Z moich rozważań wyrwał mnie dzwonek. Koniec lekcji. Koniec pierwszego dnia w nowej szkole. Wysłałam esemesa do Rebeccy, aby sama wróciła do domu i wyszłam ze szkoły. Chciałam udać się do sklepu, o którym mówiła mi Sophie. Jednak nie wiedziałam jak tam trafić. Podeszłam do staruszka stojącego na przystanku i zapytałam o drogę. Okazało się, że muszę przejść przez park i skręcić w uliczkę za biblioteką miejską, która w żadnym razie nie dorastała do pięt tej szkonej. Old Street - było tam bardzo ponuro. Zobaczyłam sklep i weszłam do środka.
Wyglądał on bardziej jak rupieciarnia.
- Halo - powiedziałam.
- Oh, Lily. Chodź, czekamy na ciebie - zobaczyłam uśmiechniętą Sophie i kamień spadł mi z serca.
- Cześć - powiedziałam wchodząc na zaplecze.
- To jest Shy - Sophie przedstawiła mnie dziewczynie, która siedziała na kanapie.
- Hejka, ty musisz być Lily - powiedziała.
- Wszyscy mnie tu już znają? - zapytałam lekko rozbawiona.
- No wiesz, nie każdy swojego pierwszego dnia zadziera z Vivian, za co już cię lubię - uśmiechnęła się zawadiacko.
- Czyli, tutaj macie swoje miejce spotkań? - zapytałam.
- Bez przesady. To sklep moich rodziców. Przychodzę tu z Shy po szkole, ale teraz kiedy się zakolegowałyśmy możemy przychodzić tu w trzy - uśmiechnęła się Sophie.
- Pewnie - odpowiedziałam. 
   Całe popołudnie spędziłyśmy rozmawiając i śmiejąc się. Dziewczyny opowiedziały mi o Blackhorn i o uczniach liceum. Okazało się, że Vivian to niezłe ziółko, a Paul to jej nieoficjalny chłopak. Tak wiem to dość skomplikowane. 
- A Aron? - wypaliłam nagle.
- Aron? Jeden z popularnych, ale trzymaj się od niego z daleka - powiedziała Shy.
- Czemu? - zapytałam.
- To nie jest fajny gość. Uwierz mi na słowo. Przyjaźni się z Viv i jest dość skomplikowany, ale na pewno nie jest miłym i dobry facetem. Radzę ci go unikać - wyjaśniła Shy.
- Shy ma rację - dodała blondynka.
- Dobrze, zapamiętam, ale teraz muszę się zbierać się do domu. Zrobiło się bardzo późno - powiedziałam i pożegnałam się z dziewczynami. Spacerek po Blackhorn w świetle księżyca to naprawdę nic przyjemnego, lecz gdy weszłam do parku przeszły mnie ciarki po plecach. Bałam się. Rozglądałam się na boki, jakbym czekała na to, że jakiś potwór wysoczy z krzaków. Nagle usłyszałam szelest i zobaczyłam jego. Moje przerażenie sięgnęło zenitu. Aron stał i patrzył się na mnie, a zaraz potem jakby rozpłynął się w powietrze. Rzucułam się pędem przed siebie. Nie wiem czy biegłam 10 minut czy godzinę. Uspokoiłam się dopiero za drzwiami domu. 
- Lilian, na litość czy ktość cię gonił? Wyglądasz na przerażoną - usłyszałam zatroskany głos ciotki. Odetchnęłam z ulgą.
- Nie. Po prostu przestraszyłam się psa sąsiadów - powiedziałam.
- Nasi sąsiedzi nie mają psa - odparła Margaret. 
- To pewnie się przybłąkał. Rebecca jest w domu? - zmieniłam temat. Przecież nie mogłam powiedzieć jej prawdy. Uznałaby mnie za wariatkę.
- Tak, jest w swoim pokoju - powiedziała.
- To dobrze, ja też idę się położyć - odparłam i poszłam do swojej sypialni. Szczelnie zasłoniłam okno, przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Szybko zasnęłam i znów przyśnił mi się ON.
*****
No to mamy drugi rozdział. Akcja niedługo rozpocznie się na dobre, obiecuję. I pamiętacie, jeśli czytacie moje opowiadanie to komentujcie. To bardzo motywuje. ;***

4 komentarze:

  1. Hej hej :) !!! No więc dzisiaj przypadkowo znalazłam twojego bloga. Urzekł mnie szablon. Jest sliczny. Bohaterowie są wspaniali. a ode mnie mega plusik za Logana :) Nie przejmuj się brakiem komów, ludzie są po prostu leniwi.
    Świetna fabuła i styl pisarski, taki lekki i przyjemny. Czekam niecierpliwie na nexta. Rozdziały mogą być dłuższe. Wiesz ja lubię sb poczytać dobre historie, a ta należy nawet do bardzo dobrych. Wiec życzę ci dużo weny i pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ;*
    Bardzo się cieszę, że podoba ci się to jak piszę i o czym piszę. Nawet nie wiesz jak bardzo ucieszył mnie Twój komentarz. Oznacza on, że jednak ktoś tu mnie czyta. I miło mi, że podoba ci się szablon. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już nie lubię tej Vivian..
    Ciekawa jestem co będzie dalej i dlaczego Aron "śledził" Lily. Czekam na następny rozdział,
    życzę dużo weny :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze. Przepraszam, ze bez PL znakow, ale testuje klawiature do tab, ktora nie obsluguje jezyka polskiego.
    Co do twej powiesci :)
    Ma ona 4 fakty wspolne z moja, ktora w niedlugim czasie bd publikowac na swoim blogu. 1. Imie glownej bohaterki 2. Imie ciotki 3. Fakt, ze Lily stracila matke w wieku 8 lat 4. To, ze akcja zaczyna sie w momencie, gdy Lily ma 16 lat :D
    Teraz opinia xD podoba mi sie bardzo. Szczegolnie fakt, ze jest prowadzona w pierwszoosobowej narracji. Zaciekawia i wciaga :) . Juz dwa rozdzialy a pojawia sie mnostwo domyslow co zdarzy sie dalej. Szczegolnie te ,,zakazane ksiegi". Moim zdaniem kryja sie w nij jakies wycinki z gazet czy os w tym guscie dotyczace zaginiecia jej mamy. A co do Arona... moj nosek czuje deliatny watek milosny (chociaz ja to we wszystkich go czuje ;D). Jest bardzo i to bardzo tajemniczy. Ogolnie oba rozdzialy sa opisane w aurze tajemniczosci co niezmiernie sie podoba. Kolejna tajmnca jest fakt, ze Aron sledzil Lily. Pytanie dlaczego i co sie za tym kryje. W mojej powiesci Will(to taki jakby Twoj Aron) ma cos wspolnego zprzeszloscia Lily (tej mojej xD) ciekawe czy u cb tez tak jest choc mam nadzieje, ze nie zeby niebylo, ze plagiat robie XD . Zastanawiajace jest to, ze Aron sie jej snil. Moze jest ona jakas... hm...? Czarodziejka?
    Sie rozpisalam... haha
    Naprawde bardzo mi sie4 podoba.Z mila checia bede sledzila dalsze losy Lliy :) zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. KIEDY NOWY ROZDZIAL????????????????????????????????????????????????
    PS: Zapraszam do siebie:
    http://fantastyka-raja-kalpana.blogspot.com
    PMDIW (Pozdrowioinka I Milego Dzionka) zycze
    Nocna Lowczyni

    OdpowiedzUsuń