wtorek, 31 marca 2015

ROZDZIAŁ 3

    
     Chyba stałam się wariatką. W Blackhorn mieszkam już miesiąc. Od tego czasu co noc śniła mi się ta sama osoba. Nie miałam wątpliwości - to był Aron Whitemore. Każdy sen był inny, ale w pewnym sensie podobny. Uciekałam przed chłopakiem, byłam przerażona, a sen kończył się, no cóż moim końcem. Znaczy tak myślę, bo wtedy zawsze się budziłam. Jednak Blackhorn miało też jakieś zalety - poznałam Sophie i Shy. Od razu się zakolegowałyśmy, ale Sophie wydawała się moją bratnią duszą. Znałyśmy się tydzień, ale czułam jakby była moją siostrą. Całe popołudnia spędzałyśmy razem chodząc po miasteczku, albo przesiadując w sklepie razem z Shy. Niestety Vivian mnie nie polubiła, czułam, że coś na mnie szykuję. Nie wiedziałam co dokładnie, ale to czułam. Jednak najgorsze było to, że moje relacje z Rebeccą były coraz gorsze. Moja siostra zamknęła się w sobie i wmawia sobie, że jest buntowniczką. Wiem, że było jej bardzo ciężko po tym jak zostawił nas ojciec, a teraz jeszcze ta przeprowadzka. Mam nadzieję, że Becky da sobie radę i będzie tylko lepiej. Ja skupiłam się na szkole. Można by pomyśleć, że zostałam kujonem, ale to tylko, aby zająć się czymś pożytecznym i zapomnieć na chwilę o życiowym bałaganie, który nie opuszczał mnie już od dość długiego czasu.
- Ciociu, wychodzę - krzyknęłam zatrzaskując za sobą drzwi wejściowe. Margaret była przyzwyczajona do tego, że nie jadam w domu śniadań. Dzięki temu unikałam wspólnych rozmów lub po prostu niezbyt komfortowej ciszy.
     Postanowiłam, że do szkoły pójdę piechotą. Drogę znałam już na pamięć, a pogoda była o dziwo bardzo ładna. Droga do szkoły zajęła mi niecałe pół godziny. Gdy weszłam na szkolny dziedziniec zobaczyłam Arona rozmawiającego z Vivian. Wiedziałam, że są dobrymi przyjaciółmi, jednak ta parka przyprawiała mnie o ciarki na plecach. Spostrzegłam, że blondynka patrzyła na mnie swoim lodowatym spojrzeniem. Nagle zobaczyłam jej złowiszczy uśmiech. To nie wróżyło nic dobrego.
-Hej Lily - usłyszałam melodyjny głos Sophie.
- Hej - uśmiechnęłam się promiennie.
- Zaraz zaczynają się lekcje, a ja mam poprawkę z chemii. Spotkamy się na fizyce? - zapytała dziewczyna.
- Dobrze, ale teraz muszę lecieć - powiedziałam i poszłam w stronę sali nr 105. 
     Ten dzień miał być normalny. Po prostu zwyczajny dzień, z życia zwyczajnej nastolatki. Bez problemów, bez domysłów, głupich snów czy rozmyślań na temat Arona. W takim założeniu szłam dumnie przez korytarz. Wszystko byłoby się idealnie. Byłoby, gdybym nie wpadła na schodach na jakiegoś chłopaka. Wszystkie notatki rozsypały się na ziemię, a biedny uczeń o mało nie spadłby przeze mnie ze schodów. Spojrzałam na niego przejętym wzrokiem. To był Paul, kapitan drużyny lacrosse. Wyglądał na bardzo zdezorientowanego, ale moją uwagę przykuło coś innego. Był bardzo przystojny. Miał duże, niebieskie oczy, w których można było zobaczyć jego duszę. Zastanawiałam się, dlaczego wcześniej nie zwróciłam na niego uwagi. To pewnie przez te sny z Aronem, który zajął całą moją uwagę, ale wracając do Paula - był niesamowity. Nagle spostrzegłam, że jak kretynka wgapiałam się w niego przez dłużą chwilę. Skarciłam się za to w myśli. 
- Przepraszam - powiedziałam nagle.
- Nic się nie stało - zaśmiał się.
- Nie, naprawdę przepraszam. Zamyśliłam się i naprawdę nie zauważyłam cię - tłumaczyłam się.
- Tak, widać, że często jesteś zamyślona. Lily, prawda? - zapytał nagle.
- Tak, skąd znasz moje imię? - spytałam zaskoczona. Jeju, wszyscy mnie tu już znają.
- Cóż. Po pierwsze spotkaliśmy się twojego pierwszego dnia w Blackhorn High. Po drugie Vivian ciągle nadaję jaka jesteś okropna, a po trzecie jesteśmy razem w klasie - uśmiechął się.
- Jesteśmy? - chyba nigdy nie byłam tak zaskoczona.
- Serio, żyjesz w innym świecie dziewczyno - zaśmiał się - No dobra, na twoje usprawiedliwienie od wtorku byłem chory - dodał widząc moje zażenowanie. Zaśmiałam się i nagle rozbrzmiał dźwięk dzwonka.
- Chyba mamy lekcje - powiedział i udaliśmy się na angielski.
     Dzisiaj lekcje mijały mozolnie, były wręcz nie do zniesienia. Największym koszmarem okazała się fizyka. Istne dno. Nie lubiłam fizyki, ale  wszystko doprowadzało mnie dzisiaj do szału. Czułam coś dziwnego, coś czego nigdy nie czułam. Dziwne mrowienie ogarnęło moje ręce To pewnie przez pogodę. Piękne słońce zmieniło się w czarne chmury i koszmarną burzę. Zapewne dla tego byłam taka rozdrażniona. Na niczym nie mogłam się skupić. Ujrzałam Vivian, która cały czas patrzyła się na mnie z satysfakcją i jakąś dziką złością. Zauważyłam też wzrok Paula, który był jakby zatroskany. Oboje wyglądali jakby wiedzieli, że coś się ze mną dzieje. Spojrzałam na zegar - 11.59. Jeszcze minuta i przerwa na lunch. W tym przypadku sześćdziesiąt sekund trwało jakby sto lat, ale nareszcie usłyszałam dźwięk dzwonka. Prawie wszyscy wyszli z sali. Tylko Sophie pakowała swoje rzeczy, a Vivian próbowała zwrócić na siebie uwagę Paula. Już chciałam wyjść z klasy, jednak wredna blondynka zatarasowała mi drogę.
- Gdzie się tak śpieszysz? - zapytała rozbawiona.
- Jest lunch. Idę na stołówkę, jak wszyscy - odparłam. Byłam coraz bardziej zirytowana.
- Tak, ale najpierw sobie pogadamy - uśmiechnęła się nieszczerze - Widziałam dzisiaj twoją akcję z Paulem. On jest mój. I Arona też sobie odpuść, on nie zwraca na ciebie uwagi, słonko. To co robisz jest żałosne - wysyczała mi do ucha.
- Nie wiem o co ci chodzi - powiedziałam, a Vivian jeszcze bardziej się zirytowała.
- Daj sobie spokój, słodziutka. Nie zadzieraj ze mną, bo nie jesteś mnie godna. Nigdy nie zajmiesz mojego miejsca - krzyknęła na całą sale, popychając mnie na ścianę. Jeszcze nigdy nie poczułam w sobie czegoś takiego. To jak jakby moje wszystkie neurony skumulowały się w jednym miejscu. Jednocześnie poczułam odrętwienie i przypływ adrenaliny. 
-To ty daj mi spokój - krzyknęłam. Wtedy stało się coś dziwnego. Poczułam dziwne uczucie w głowie, rękach, całym ciele. Wszystkie fiolki stojące na biurku nauczycielki same z siebie popękały. Po chwili całe ciśnienie ze mnie zeszło i spojrzałam na miny Sophie, Paula i Vivian. Nie widziałam w nich żadnego zdziwienia. Wyglądali jakby zobaczyli coś oczywistego, coś z czym można spotkać się na co dzień. Nie wytrzymałam po prostu zabrałam swoje rzeczy i wybiegłam z sali. Wyszłam z budynku liceum i usiadłam na ławce. Nie obchodziło mnie, że deszcz lał jak z cebra. Musiałam po prostu zebrać myśli. Nagle zobaczyłam jak Paul wychodzi ze szkoły. Chłopak usiadł koło mnie.
- Co to było? - zapytałam.
- To pewnie przez tą cholerną burzę. Wzrost ciśnienia, probówki nie wytrzymały. Przestraszyłaś się? - zapytał troskliwie.
- Tak, to było dziwne, a do tego zachowanie Vivian - powiedziałam cicho.
- Spokojnie. Jest jaka jest. Dobrze o tym wiem, ale teraz powinnaś się uspokoić. To wina tej cholernej pogody. Wszystkim się udziela  - powiedział  z lekkim zdenerwowaniem - Może powinnaś sobie odpuścić WF i pójść do kawiarni. Zapraszam - dodał po chwili.
- Z chęcią - odpowiedziałam.
     Po około 10 minutach siedzieliśmy w pobliskiej kawiarni pijąc gorącą kawę. Całe przerażenie poszło precz, a ja czułam się wyśmienicie w towarzystwie Paula. Rozmawialiśmy się i śmialiśmy. Czułam się tak jakbym go znała całe życie. 
- Czyli przyjechałaś tu z Londynu? - zapytał.
- Tak - odpowiedziałam - Ty mieszkasz tu od zawsze? - zapytałam po chwili.
- Tak, ale nie jest tu tak nudno jak sie wydaje - powiedział, a ja się trochę zawstydziłam.
- Wcale tak nie sądzę - powiedziałam, a chłopak się zaśmiał.
- Jasne - odpowiedział.
- Jak to jest z tobą i Vivian? - zapytałam nagle, po czym ugryzłam się w język.
- To znajoma ze szkoły. Nie przepadamy za sobą - odparł bez namysłu.
- Ona zachowuje się jakby cię lubiła - zdziwiłam się jego słowami.
- Oh, Lily. Nie wierz pozorom, szczególnie w Blackhorn - odpowiedział bardziej tajemniczy.
- Co to znaczy?- nie dawałam za wygraną.
- Daj spokój Lily. Spójrz przejaśniło się, więc możemy iść na spacer. Odprowadzę cię do domu, bo zrobiło się późno. Dochodzi szesnasta - powiedział i zapłacił za kawy.
     Wyszliśmy na ulicę. Po burzy zostały już tylko wielkie kałuże, a słonko ładnie przygrzewało. Szliśmy ładną uliczką, widziałam uśmiech Paula i chyba pierwszy raz od dłuższego czasu była szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa. Zapomniałam o Viv, incydencie w szkole, tacie. Byłam radosna i cieszyłam się chwilą. Jednak to wszystko prysło jak bańka mydlana, kiedy po drugiej stronie ulicy zobaczyłam Arona. Stał i przyglądał się mi i Paulowi. Był  intrygujący, ale jednocześnie było w nim coś złego, coś co budziło grozę. Paul pociągnął mnie, abym poszła dalej.
- Lily, obiecaj mi coś - powiedział tajemniczo.
- Dobrze - odparłam.
- Nie zbliżaj się do Arona Whitemore'a. To niebezpieczny człowiek. Obiecujesz? - zapytał z przejęciem.
- Obiecuję - odparłam i poszliśmy w stronę mojego domu.
***
No i mamy kolejny rozdział. Już trzeci. Miał być w sobotę, ale niestety zabrakło czasu. No wiecie szkoła i te sprawy. Ale jest plus, bo pojawiła się kolejna postać - Paul Adams. Bardzo miło pisało mi się ten rozdział, więc mam nadzieję, że Wam sie spodoba. I proszę kolejny raz - jeśli to czytacie, komentujcie. Wasze opinie bardzo mnie motywują do dalszej pracy. ;***


4 komentarze:

  1. A mi bardzo mił się go czytało ^•^
    Coś czuję, że Lilly zakocha się w Paul'u z wzajemnością ;3 a co do Aarona (myślałam w poprzednim rozdziale, że to z nim bd Lilly. Najwyraźniej lubisz zaskakiwać co jeszze bardziej zachęca do czytania :-) ). W sumie to tak sobie pomyślałam, że Lilly zakocha się w Paul'u i bęzie też coś z Aaronem i będzie zmuszona do wyboru. Każdy też mówi, że to Aaron jest niebezpieczny i wgl... A może będzie tak, że tak naprawdę to Paul jest tym ,,niebezpuecznym chłopakiem" a Aaron okaże się ,,aniołem"? Kurcze!!! Tyle domysłów...! DAWAJ NASTĘPNY ROZDZIAŁ!!!!!!!!!
    fantastyka-raja-kalpana.blogspot.com serdecznie zapraszam :-) (za dwa dni będą aniołki :-) )
    Świetnie piszesz. Lekkie opisy i taka... tajemniczość ;3
    Bardzo mi się podoba. I give you +1 :-P
    PMDIW życzę
    Nocna Łowczyni

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy blog. Podobają mi się Twoje opisy, styl pisania i myślę, że zagoszczę tu na dłużej :)
    Czekam na nowy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nominowałam Cię do LBA :)
    http://fantastyka-raja-kalpana.blogspot.com/p/nomy-do-lba.html

    OdpowiedzUsuń
  4. KIEDY NASTĘPNY ROZDZIAŁ????????
    Czemu już nic nie dodajesz :(
    Zapowiada się naprawdę interesująca i ciekawa historia.
    Mam nadzieję, że w krótce pojawi się rozdział 4 ;)
    Pozdrawiam i weny!!!

    OdpowiedzUsuń